Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 września 2018

Bajka o pastorze i wiedźminie

Pierwszy września nastrajał mnie zawsze bardziej depresyjnie niż Walentynki, Wigilia i Sylwester razem wzięte, i tak zostało, choć edukację instytucjonalną mam dawno za sobą. "Summer almost gone", jak śpiewał Jim Morrison, tyle że bez "almost". Może naczytałem się w gówniarskim wieku lamentów podstarzałych hippisów w "Tylko Rocku", jojczących nad własną minioną młodością, to potem odbiło mi się to czkawką i przejściem do podobno wiecznie młodej duchem fantastyki? Nawet by pasowało, skoro inicjacja w rock przypadła na bardziej szczeniackie lata niż inicjacja w fantastykę. Namiętne kupowanie "Nowej Fantastyki" to rok 1995+ (przedtem - okazjonalne), ale "Tylko Rock" miałem komplet od początku (rok 1991?), czemu towarzyszyło kupowanie hurtem kaset Taktu zgodnie z wytycznymi redaktorów, którzy przecież wiedzieli, co dobre i dlaczego Guns'n Roses jest cool, trendy i jazzy, ale Bon Jovi to obciach, kiła i żenada. Zahaczyłem nawet o tak dziś obce mentalnie rzeczy jak Joy Division i The Cure, łykało się wszystko, co panowie redaktorzy polecali. Dziś został się z tego ino Queen i King Crimson, Nirvany nie dam rady słuchać, Gunsów - czasem owszem. Ale to licealne czasy, fantastykę odkryłem ciut potem, pierwsza lektura Tolkiena to gdzieś 3-4 klasa, podobnie Diuna i, haha, Xanth (czytało się to najlepiej, choć z pełną świadomością, że dziecinada). Potem Dick, Sapkowski i poleciało. Oczywiście skrajnie upraszczam tezę, że rock to dół i depresja, a fantastyka to radocha i fun, tym bardziej, że i w fantastyce ciągnie mnie do mroku, byle w umiarkowanych dawkach (King czy Gaiman - tak, Masterton i Ketchum - nie, Lovecrafta też nie udało mi się polubić).

Dziś o kolejne złapanie doła tym łatwiej, że zaczyna w moim przypadku mijać już nie tylko lato kalendarzowe, ale te metaforyczno-życiowe. Testując możliwości własne i czytelników postaram się wrócić do blogowania i wrzucać tu swoje refleksje - może regularnie, co tydzień, zobaczymy jak wyjdzie. Odkąd parę lat temu umożliwiono mi gościnne występy na łamach wnas.pl, zarzuciłem wrzucanie na bloga czegokolwiek, zresztą, fejsbuk skutecznie dobił blogowanie, a na razie nie widać kandydatów na dobicie fejsbuka. Chyba że setki małych, alternatywnych fejsbuczków...

Od paru lat przestałem też być specjalnie oczytany w fantastyce i czasy, kiedy byłem na bieżąco z tym, co się dzieje i jednocześnie łykałem klasykę to już odległa przeszłość. Przyczyn tego jest masa, bo i są inne rzeczy do czytania, bo i konkurencja filmowo-serialowo-komiksowo-growa jest silna, bo może i mózgownica nie ta. Najbardziej boję się, że po prostu umysł jest już tak nasycony setkami światów o różnych zasadach, że po prostu trudno to ogarnąć. Plączą się, wirują i kiełbaszą w głowie meta-multi-wszechświaty Dukaja, Kołodziejczaka, Grzędowicza, Piskorskiego, Maszczyszyna, Guzka, Jakuba Nowaka i setek innych autorów - a ilu wciąż nie znam, ostatnio widzę, że wydawnictwa Genius Creations czy Novae Res wydają sporo nowych autorów, streszczenia i blurby brzmią zachęcająco. Trzeba być Maćkiem Parowskim, by to ogarnąć. Reguł nie ma żadnych, fantastyka stała się "krainą wszechmożliwości", musi podkręcać bębenek atrakcyjnością scenograficzną, bo rzeczywistość w pewnych aspektach przegoniła dawno fantastykę. Z drugiej strony, ma się wrażenie, że w tej krainie obfitości właściwie nie ma co czytać - nie widać na horyzoncie autora tak przebojowego i wybitnego jak Dukaj, Sapkowski, Grzędowicz. Remigiusz Mróz? Raczej nie zostanę jego czytelnikiem. Albo udziwnienia, bo hard SF doszła już do ściany i trudno jej będzie przeskoczyć samą siebie, więc zżyna z sąsiednich konwencji. Albo masówka, a ludzie i tak wolą literaturę faktu. Jeśli już wybiorą opowieść, których jest przesyt, to raczej kolejny kryminał. Albo serial. Ta niewielka grupa, która wybierze fantastykę, bo będzie jej się chciało wejść w inny świat, też wybierze to, co zna - Westeros, Śródziemie, postapo, Hogwart, World od Warcraft czy co tam.

Wstyd się przyznać, ale nawet tak klasyczny cykl jak "Pan Lodowego Ogrodu" Jarosława Grzędowicza znałem dotychczas tylko z lektury dwóch pierwszych tomów. Czytałem je dawno, jakby w innej epoce (przed Smoleńskiem). Kiedyś trochę marudziłem, zdaje się, że w 2005 roku PLO ukradł Huberathowi Zajdla, którego kiedyś uwielbiałem bezkrytycznie niemal, choć szczerze mówiąc, "Miasta pod Skałą" to absolutnie przegięte dłużyzny. Czyta się Grzędowicza znakomicie, choć to bezczelna zżynka z całego worka konwencji, ale to, jak udało się połączyć - mega szacun, powieść jest jednocześnie heroic fantasy o queście władcy, który musi odbić tron, po drodze wtarabaniając się w masę kłopotów, i powieścią SF o eksploracji innej planety, gdzie eksperymentatorzy społeczni z Ziemi budujący tu paskudne totalitaryzmy (SF) to zarazem "źli bogowie" do pokonania (fantasy).

Nie udało się bez uproszczeń (czemu, do diaska, pierwsza odkryta planeta zamieszkana jest nie tylko przez humanoidów niemal ludzkich, różniących się tylko jakimiś trzeciorzędnymi pierdołami typu tętnice w innym miejscu, ale jako żywo przypomina ziemskie wikingowskie średniowiecze. No musi być taka, skoro rozgrywamy questy fantasy. Ale dramaturgia, bujna wyobraźnia (czasem rodem z Boscha czy innego horroru), budowanie napięcia, cliffhangery, postacie zapadające w pamięć - wszystko to piękne, nawet masa wypełniaczy średnio popychających fabułę jakoś nie przeszkadza. No i te libertariańskie akcenty przekazywane tu i ówdzie, ach, ta strrraszna prrrawicowa polska fantastyka. W tym świecie nie mieć broni to jak nie mieć ręki, Unia Europejska to "sto nadopiekuńczych rodziców", nikt nie ma prawa dyktować nam, co mamy jeść, pić i palić. I dobry król z bajki o bystretkach z pierwszego tomu, który okazał się złym królem, bo... zapewnił poddanym obfitość pożywienia - poddani kompletnie olali rolnictwo czy polowanie, nauczyli się nic nie robić, wszystko się posypało, nastąpił chaos, bardak i ogólna roszczeniowość. To jeden z tych morałów, który rozumiem, a wciąż nie mogę przełożyć na praktykę.

Zatem Grzędowicz bardzo ok. Podczas lektury musiałem sprawdzić, co to za piosenka "Porque ta vas" z "Nakarmić kruki" Carlosa Saury, tak wszechobecna w trzecim tomie. Sprawdziłem - jasne, że znam tą piosenkę i zna ją pewnie każdy, ale filmu nie widziałem, jest to pewnie jeden z tych, które jakimś cudem przegapiłem, odhaczony do jak najszybszego nadrobienia. Sądząc po fragmencie, w którym leci ta piosenka, podoba mi się już przed obejrzeniem...

Spośród obejrzanych ostatnio filmów niezłe wrażenie zrobił "Siedem minut po północy", zrobiony jak film fantasy z potworem - drzewem (entem?) gadającym głosem Liama Neesona, który nie jest filmem fantasy. Czym jest to gigadrzewo - a czym sobie krytycy zechcą, metaforą choroby (matka chłopca choruje na raka), może jungowskim "cieniem", czyli "złą stroną" chłopca, którą ten musi  zaakceptować (podkręcony przez Neesona-drzewo chłopiec robi co i rusz demolkę albo inną rozwałkę i właściwie jest to bardzo ok, pani dyrektor nie wywala go ze szkoły, a babcia macha ręką na tornado, które przewaliło przez jej salon). Na pewno potwór nie istnieje w filmie na takiej samej zasadzie co BFG z filmu Spielberga, nawet finałowy suspens trochę podkręcający "realny status ontologiczny" potwora niewiele tu zmienia. Podobne granie potworem siedzącym w głowie postaci widziałem niedawno w "I Kill Giants", tyle że tam była dziewczyna zamiast chłopca. Wykorzystanie języka fantastyki do opowiedzenia historii, które nią nie są - lubię takie niejednoznaczności, pogranicza gatunkowe,  jak zwał tak zwał.

W "Siedmiu minutach..." jako szkatułkową opowieść w opowieści dostajemy też bajkę o pastorze i znachorze, która wygląda, jakby powstała tylko po to, by mnie zirytować i zdezorientować niczym kota z Monty Pythona. Pastor jest "człowiekiem nauki", uważa naturalne metody leczenia stosowane przez "czarownicę rodzaju męskiego" czyli aptekarza od ziół, za szarlatańskie, godne jakiegoś Zięby co najmniej. Po lawinie hejtu w kazaniach aptekarz idzie z torbami (w naszych czasach jest wręcz przeciwnie i altmed kosi niezły hajs, ale mniejsza). Ciekawe, że "aptekarz" (apothecary) to w filmie określenie, które w języku angielskim wyszło z obiegu, chłopiec rozumie tylko "farmaceutę" (pharmacist). Niestety, córki pastora ciężko chorują i są już jednymi nogami na tamtym świecie, medycyna oficjalna nie pomaga, więc - domyślacie się - pastor w desperacji leci w te pędy do aptekarza po pomoc. "Zatem jesteś gotów wyrzec się wszystkiego, w co wierzysz, by uratować córki?", "Yes, of course", odpowiada pastor. Niestety, wybrałeś złą bramkę, pada odpowiedź, nie pomogę ci, córki umierają, game over, unhappy end.

Jakimż to prawem z jakiej okrutnej bajki, zastanawiacie się pewnie. Otóż morał dostajemy taki, że pastor - uwaga - stracił wiarę, bo przychodząc do aptekarza, dał dowód, że jej nie posiada - skoro gotów był "wyrzec się wszystkiego, w co wierzy", co tu jest rozumiane zapewne jako konglomerat wierzeń religijnych i przekonań naukowych ("man of science" i "man of faith" w jednym, niemal tak ja ja). A wiara - pada dalej uzasadnienie z ekranu - to już połowa uzdrowienia. Pastor, udając się do aptekarza, w którego metody do tej pory nie wierzył i postrzegał jak jakąś wiedźmę (wiedźmina), pokazał, że właściwie pal sześć Pan Bóg i nauka. Czyli gdyby... został przy Panu Bogu i nauce, to uzyskałby pomoc od nienaukowego i "pogańskiego" aptekarza? Skoro tak, to "pogański aptekarz" przyznaje tym samym, że pastor właściwie miał rację, nawet kosząc go z interesu, bo działał w zgodzie z samym sobą - dopiero przyjście po pomoc było zwątpieniem, a to grzech największy. Cóż to za pokrętna próba wiary - i właściwie taka, której nie da się zaliczyć, widzę tu jakiś błąd logiczny - ulęgła się w głowach scenarzystów? Może tu jednak wcale nie ma błędu, tylko ja tego nie ogarniam? Oczekiwałem jakiejś, ja wiem, pochwały poświęcenia dla córek - a tu tegoż brak. Albo jednoznacznego uznania słuszności któregoś z dwóch paradygmatów. A tu zwolennik paradygmatu nr 2 uważa, że zwolennik paradygmatu nr 1 zrobił fatalny błąd, wyrzekając się własnego i uznając rację drugiej strony - czy zatem głębszy przekaz nie brzmi aby "nie zmieniaj swoich poglądów, nawet jeśli widzisz, że możesz nie mieć racji, że od ich zmiany zależy życie twoich bliskich, a twoje postępowania zahacza o fanatyzm"? 
Swoją drogą, gdyby pastor w tej opowieści był księdzem katolickim, takie próby wiary zostałyby mu oszczędzone...

"Porque te vas" z "Nakarmić kruki"

Opowieść z "Siedmiu minut po północy"




piątek, 3 lipca 2015

Maj - Czerwiec 2015


Marcin Wolski "Dzień zapłaty"

Marcin Wolski "Striptiz Nadredaktora"

David Cronenberg "Skonsumowana"

"Wielkie oczy" (film)

"Czas Fantastyki" 1/2015 - recenzje:

"Biała Reduta T. 1" Tomasz Kołodziejczak
"Utopie" Konrad T. Lewandowski
"Drach" Szczepan Twardoch





poniedziałek, 9 marca 2015

Luty 2015

Z gigantycznym poślizgiem... ostatnie recenzje:

Książki:

Edmund Wnuk-Lipiński "Światy równoległe"

Terry Pratchett, Stephen Baxter "Długi Mars"

Marcin Wolski "Sodoma"

"Czas seriali"


Inne - "Fronda" nr 73, komiks "Garaż hermetyczny" (Moebius)


Filmy: "Więzień labiryntu", "Teoria wszystkiego"


Serial "Better Call Saul" (impresje po dwóch pierwszych odcinkach)










poniedziałek, 2 lutego 2015

Styczeń 2015

Oj, niedobrze - w styczniu pisałem tylko o trzech książkach, za to o trzech serialach i dwóch filmach. Poza tym żadna z tych książek to nie fantastyka. Obiecuję poprawę ;)

Książki:

Wiktor Suworow "Alfabet Suworowa"

Gilbert K. Chesterton "Obrona rozumu"

Magdalena Żuraw "Idiotyzmy feminizmu"

Filmy:


Seriale:

"American Horror Story" sezon 4, "12 małp" (pierwsze 2 odcinki), "Człowiek z Wysokiego Zamku" (pilot)





piątek, 2 stycznia 2015

Grudzień 2014

Rok 2014 przeszedł do historii.

Finałowy "Hobbit" trochę mnie zawiódł i znużył.
Nowy komiksowy "Wiedźmin" - "Dom ze szkła" generalnie ok, choć Sapkowskiego tam ze świecą szukać.
Kontynuacja "Folwarku zwierzęcego" to alegoria historii ZSRR i Rosji zbyt dosłownie przełożona, powtarzająca to, o czym i tak wszyscy wiedzą.
"Czas egzorcystów", czyli co Konrad T. Lewandowski sądzi o opętaniach i Kościele...

Machnąłem też podsumowanie roku - pozycje wydawnicze, które wyglądają na najciekawsze w kategoriach rodzimej i zagranicznej fantastyki. Raczej pewniaki ;)





Co jeszcze? Ukazał się "Czas Fantastyki 39 (2/2014) - otrzymałem egzemplarz autorski, ale czasopisma ani widu, ani słychu, choć wersja elektroniczna i bezpłatna powinna się lada dzień pojawić. W środku m. in. Jęczmyk, Dukaj i dwa moje teksty - o "Bogu w Holywood" Łukasza Adamskiego i o "7:27 do Smoleńska" Marcina Wolskiego.

Popełniłem też tekst o "Drachu" Szczepana Twardocha, który mnie i oszołomił literacko, i wkurzył radykalnym nihilizmem, który zresztą odebrałem jako odrobinę pozerski. Będzie w "Czasie Fantastyki"... jeśli się czasopismo przestawi z półrocznika (co najmniej) z powrotem na kwartalnik.

sobota, 1 listopada 2014

Październik 2014

Miesiąc minął jak z bicza strzelił, wydawało mi się, że niewiele przeczytałem i zrecenzowałem, ale jednak nie było tak źle.

Książki:
Dick - Świat Jonesa
Belofsky - Jak dawniej leczono
Bechta - Pogrom czy odwet?
Ellis - Wzorzec zbrodni

Filmy, seriale:

Na skraju jutra
Gotham (pisane po trzech odcinkach ;) )

Recenzja książkowo-serialowa:
Hogan, Del Toro - Wirus (The Strain)

Komiks:
Funky Koval (tom 1-4)


wtorek, 30 września 2014

Wrzesień 2014

Pokłosie września - pięć zrecenzowanych książek, dwa filmy i jeden serial.

Filmy - Medicus i Pod skórą, serial Penny Dreadful;

Książki - "zaświatowe" fantasy, czyli Szczęśliwa godzina w piekle Tada Williamsa i Na drugą stronę Anny Kendall (Nancy Kress), romantyczny kryminał czyli Kamienne twarze, marmurowe serca Rafała Dębskiego, powieść o holokauście - Tajemnica mojej matki Jenny L. Witterick, no i kontynuacja powieści Janusza A. Zajdla, czyli Drugie spojrzenie na planetę Ksi Marcina Kowalczyka.

Nie piszę recenzji z czytanych równolegle "Rakietowych szlaków" w wyborze Jęczmyka i Sedeńki (cztery tomy za mną) - trochę dla przypomnienia, trochę dla załatania dziur w żelaznym kanonie SF. Antologia rewelacyjna.

Plany na październik (jak zwykle ambitne ;) :

-Mariusz Bechta, Pogrom czy odwet
-Michał Chaberek OP - Kościół a ewolucja + Stworzenie czy ewolucja?
-Guillermo Del Toro, Chuck Hogan - Wirus (+ serial The Strain)
-Mira Grant - Blackout (trzeci tom Przeglądu Końca Świata)
-C.S. Lewis - Przebudzony umysł
-Kate Elliott - cykl Korona gwiazd (piąty tom się ukazał)
-Elżbieta Cherezińska - Niewidzialna korona
-Django Wexler - Tysiąc imion
-Warren Ellis - Wzorzec zbrodni
-Nathan Belofsky - Jak dawniej leczono



środa, 2 lipca 2014

Czerwiec 2014

Filmy:

"Kongres" według Lema tutaj

"Non-stop" z Liamem Neesonem tutaj

"Gagarin" tutaj

Serial "Zawód: Amerykanin" (The Americans), sezon 2 - tutaj


Książki

Mira Grant, Przegląd Końca Świata - Feed i Deadline (razem) tutaj, czekam na Blackout

J. B. Poznanski, Magda. Pożegnanie z pokoleniem tutaj

Dmitry Glukhovsky, Witajcie w Rosji tutaj





czwartek, 1 maja 2014

Kwiecień 2014 - podsumowanie

Co w kwietniu - dwa wpisy okolicznościowe:

- "smoleński" (krótko o pięciu powieściach) tutaj
- wielkanocno-tolkienowski tutaj

Film "Snowpiercer. Arka przyszłości" tutaj

Serial "Person of Interest", pierwszy sezon - tutaj

Dokończony komiks o Noem (3. i 4. tom) tutaj

Książki:
Rafał Dębski "Światło cieni" tutaj
Tad Williams "Brudne ulice nieba" tutaj
Robert Ziębiński "Stephen King. Sprzedawca strachu" tutaj

 






czwartek, 6 marca 2014

Trzy tygodnie z głowy

Nazbierało się trochę recenzji.
George R. R. Martin i "Rycerz siedmiu królestw" tutaj
Umberto Eco "Historia krain i miejsc legendarnych" tutaj
Aronofsky, Handel, Henrichon "Noe" T. 1 i 2 (komiks) tutaj
"Labirynt" (film) (razem z Łukaszem Adamskim) tutaj
"Ambassada" (film) tutaj
"American Horror Story", sezon 3 (serial) tutaj







sobota, 8 lutego 2014

Pratchett i post-apo

Kolejne książki - Pratchett/Baxter - "Długa wojna" tutaj

McHugh "Po apokalipsie" tutaj

I jeszcze parę filmów: 
"This Is the End" i "The World's End' tutaj
"Czas na miłość" (About Time) tutaj
"Naznaczony: rozdział 2" tutaj



środa, 15 stycznia 2014

Roboty i inne zakręcone rzeczy

Kolejne tytuły - dwie książki i jeden film. Klasykę Asimova znać wypada (o "Ja, robot" tutaj). Dalej Jonathan Carroll (o "Kąpiąc lwa" tutaj) i Michel Gondry (o adaptacji "Piany złudzeń" Viana pt. "Dziewczyna z lilią" tutaj). Ambitnie, ale już od ładnych paru lat to niezupełnie moje kino i moja literatura.



niedziela, 29 grudnia 2013

Hobbit, Jęczmyk, Jaruzelski i post-apo

Nazbierało się w grudniu parę tekstów.

O autobiograficznej książce Lecha Jęczmyka tutaj

O antologii Powergraphu "Rok po końcu świata" tutaj

O drugiej odsłonie filmowego Hobbita tutaj

O fantastycznym stanie wojennym tutaj

Polecałem też fantastykę jako prezenty pod choinkę tutaj



sobota, 30 listopada 2013

Blaski Słowian, cienie Piastów

O książkach Cherezińskiej i Jabłońskiego tutaj


o "Cieniorycie" tutaj

Nawet znów jakiś film zrecenzowałem ("Świat w płomieniach"), jeśli ktoś ciekaw, to tutaj