Bardziej tradycyjnie
nastawieni katolicy, szukający w Kościele raczej pewności niż wolności, mają
mimo wszystko pewien problem z papieżem Franciszkiem. Nieufni wobec mediów,
czują pewną niestosowność w tym, że Franciszek jest tak przez nie hołubiony. Te
same słowa papieża, które ogół świata cieszą „większym oddechem”, u nich budzą
niepokój, choć raczej z powodu „ducha”, nie „litery”. Tradycjonaliści tacy liczyli
na otrząśnięcie się Kościoła z reformacyjnych nowinek, nastawienie na jakość, a
nie bylejakość, czyli „bramę szeroką otwartą”. Wiosną Kościoła był dla nich raczej
pontyfikat Benedykta XVI, a tu niespodzianka – nowy papież położył większy nacisk
na ewangelizację niż moralność, o „cywilizacji śmierci” nie wspomina, prowadzi
dialog ze środowiskami wrogimi
Kościołowi i nie prowokuje gejów i islamistów niefortunnymi wypowiedziami.
Przypomina się „wow-katolicyzm" z filmu „Dogma” Kevina Smitha…
Tomasz Terlikowski uznał,
że jest to materiał na książkę i napisał „Operację Franciszek” z zamiarem
uspokojenia ortodoksyjnych serc, przeczuwając, że więcej w tym wizerunku papieża
medialnej kreacji, takiego niemal symulakrum, niż rzeczywistego człowieka.
Studiując dokładniej papieskie wypowiedzi udowadnia, że to tylko media wsadzają
papieża do wygodnej szufladki lewicowo-liberalnej, kompletnie pomijając
niewygodne słowa i ich kontekst. Trochę inaczej wygląda sprawa przeprowadzki do
Domu świętej Marty czy wypowiedzi o luksusowych samochodach. Ani jedno ani
drugie nie miało ideologicznego charakteru, tylko podyktowane było względami utylitarnymi
i... ewangelicznymi.
Papież Franciszek ukazany nam na kartach
książki nie jest „antyklerykalny”, ani „lewicowy” bardziej niż poprzednicy, a
już zmianę nauczania Kościoła na temat aborcji, antykoncepcji czy kapłaństwa
kobiet można spokojnie włożyć między bajki – papież nie zmieni tego nawet,
gdyby chciał. Neokonserwatyści amerykańscy widzą w papieżu marksistę a polscy
antyklerykałowie młot na bogaty Kościół.
Między wierszami czytelny jest jednak pewien
niepokój, który najsilniej dochodzi do głosu w zakończeniu książki. Terlikowskiego
nie martwi medialność nowego papieża i „komunikacyjne ADHD”, ale jego „ekonomiczne”
nastawienie, które ma za… przestarzałe, pochodzące z lat 70. Problemy
świata dzisiejszego, twierdzi autor, to raczej wojna kultur i ofensywa różnych
„genderowców” niż brak wrażliwości społecznej. Zupełne ignorowanie tej sfery
kulturowej, na którą tak wyczuleni byli poprzednicy, uznawanie bezrobocia za
największe zło w ostatnich latach… to nie nowoczesność, a powrót do
przebrzmiałych kwestii (chyba jednak nie do końca…)! Niemniej autor przyznaje,
że takim jak on grozi pycha starszego brata z historii o synu marnotrawnym –
tak się staraliśmy a tu nic?
„Winien” jest inny
charyzmat i inne doświadczenie obecnego papieża. Terlikowski interpretuje jego zachowanie
przez pryzmat biografii. Jana Pawła II ukształtowała wojna i komunizm,
Benedykta XVI – rewolta roku 1968, Franciszka – rządy junty wojskowej i
zetknięcie się z latynoską biedą. Każdy z papieży uznał za największe zło to,
czego skutków doświadczył osobiście.
Książka traktuje w równym
stopniu o papieżu i nienagłaśnianych wypowiedziach, co o metodach ściemy.
Napisana dla „liberałów” (żeby się nie cieszyli zanadto), dla swoich (żeby się
nie martwili), ale zdaje
się i dla siebie samego – o budowaniu zrozumiałego wizerunku papieża, o własnym
spotkaniu z nim. Terlikowski i tak potraktował papieża z miłością, jak na posłusznego
katolika przystało. Ciekawe, co zacznie za jakiś czas wypisywać o obecnym
papieżu Waldemar Łysiak, który regularnie dowala Janowi Pawłowi II za kult miłosierdzia
zamiast sprawiedliwości. Łysiak nie potrafi przeskoczyć etyki starotestamentowej,
Terlikowski dawno tu uczynił.
Tomasz P. Terlikowski, Operacja Franciszek. Sześć medialnych mitów na
temat papieża .Fronda, Warszawa 2014.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz