środa, 2 listopada 2016
Lipiec-październik 2016
Książki:
Shirreff "2017. Wojna z Rosją"
Inglot "Polska 2.0"
Przybyłek "Orzeł Biały"
Saulski "Czarna kolonia"
Małecki "Ślady"
Chesterton "Drzewa pychy"
komiksy:
"Kajko i Kokosz. Obłęd Hegemona (Nowe przygody)"
"Hugo"
"Relax" (antologia jubileuszowa)
"Wieczna wojna" + "Wieczna wolność"
"Śmierć" (Gaiman)
seriale:
"Stranger Things", sezon 1
"American Horror Story", sezon 6 (po dwóch czy trzech odcinkach)
piątek, 15 lipca 2016
Proroctwo, daj Boże, fałszywe
1.
„Eurodżihad”, powieść Marcina Wolskiego powstała w 2007 roku
doczekała się po ośmiu latach wznowienia, zapewne na fali obecnego kryzysu
imigracyjnego. Okładkowa polecanka podkreśla profetyczność powieści – podobnie motywowano
wznowienie pod koniec 2015 roku cieszącego się szacunkiem celnego
futurologicznego strzału „Obozu Świętych” Jeana Raspaila. A „Uległość” Michela Houellebecqa,
political fiction, która chce być profetyczna wobec (mniej więcej) 2020 roku
jest dziś na ustach wszystkich, „wierzących” i „niewierzących” w islamskie
zagrożenie.
Naprawdę chciałbym, żeby konserwatywni kasandryści mylili
się. Żeby Jean Raspail, Lech Jęczmyk, Paweł Lisicki, Roger Scruton czy Oriana
Fallaci nie mieli racji i żeby zagrożenie islamizacją okazało się mocno na
wyrost. Póki co, wiek XXI zdaje się, rzeczywiście będzie wiekiem religii (jak
chciał André Malraux), tyle że niekoniecznie chrześcijańskiej… Chrześcijanie są
w głębokiej defensywie, za to islam rozwija się prężnie, w krajach islamskich
nie mają oni nawet procenta tych praw, jakie mają muzułmanie w Europie, nie
wspominając o prześladowaniach. Na korzyść islamu działa demografia i silna
wiara. Nawet jeśli zasadne są paralele pomiędzy czekającym nas „przejęciem
władzy” a rewolucją bolszewicką sprzed wieku, to bolszewicy nie byli tak liczni
ani tak chętni, by ginąć w samobójczych zamachach. Zatem, zanim czekają nas
świetlane lata transhumanizmu, nieśmiertelności i powszechnego dobrobytu
(tudzież mroki korporacyjnego cyberpunku), czeka nas rozprawa z wojującym
islamizmem.
2.
Wolski ma nieprzyzwoicie wręcz lekkie pióro, a przecież w
swych powieściach mierzy się z diabelnie ważnymi kwestiami. I tym razem fabuła
byłaby kawałkiem niezłego filmu sensacyjnego. Jak na porządny pop przystało,
„Eurodżihad” żywi się spiskiem i „spiskowymi teoriami dziejów”, które na
szczęście lub nieszczęście wymykają się swym twórcom z rąk. Oto prezydent
Francji Victor Mitrei (powieściowy odpowiednik Nicholasa Sarkozy’ego, którym to
autor jest – a przynajmniej był osiem lat temu – wyraźnie zafascynowany jako politycznym
„jastrzębiem” i „silnym przywódcą”), widząc zagrożenie islamizacją, wraz ze
swym totumfackim André Vatelem potajemnie kreuje organizację, która sama będzie
dokonywać „kontrolowanych aktów terroryzmu”, by nastawić społeczeństwo
antyislamsko i dać zielone światło radykalnym posunięciom odwetowym. Jednym
słowem po to, by z ospałych Europejczyków uczynić mentalnych krzyżowców… Lech
Jęczmyk uznałby taki scenariusz za wielce prawdopodobny też w realnej,
zakulisowej polityce – sam nie wykluczał, że za 9/11 stali Amerykanie, w identyczny
sposób kreując wroga, jak w przypadku „podbijania bębenka” w sytuacji zagrożenia
komunizmem i nazizmem.
Niestety, w powieści Wolskiego spisek nie do końca się udaje,
terroryści nie są tak sterowni jak oczekiwano i po kolejnych roszadach w
Eurodżihadzie do władzy dochodzą prawdziwy islamscy fanatycy, którzy nie mają
zamiaru się obcyndalać i zamierzają dokonać „mocnego uderzenia”, przy którym
zblednie nie tylko 9/11, ale Hiroszima i Nagasaki razem wzięte… Fanatycy owi
głusi są nawet na opinie, że ich zamach nastroi Zachód skrajnie
antyislamistycznie i sprowokuje odwet. Na szczęście inicjatywę przejmuje dzielny
polski hydraulik – zarazem były policjant – i choć chcący i niechcący robi
sobie tabuny wrogów i jest ścigany tak przez policję, jak dżihadystów, to próbuje
odszukać szefostwo Eurodżihadu. Przy okazji montuje grupę przyjaciół, w tym
obowiązkową przedstawicielkę płci pięknej.
3.
Wolski jako krytyk „rozpasanej Europy”, dekadenckiej i
rozwiązłej, jest jednak dość niewiarygodny, zważywszy, że ma „zdrowe” podejście
do seksu w swoich powieściach, gdzie „momenty” są niejako obowiązkowe. Ciekawe,
że w tej powieści wyraźnie rozgrzesza przynależność do PZPR, argumentując (i
on, i ś. p. Edmund Wnuk-Lipiński mają za sobą partyjny epizod), że tylko „od
wewnątrz” można było niejako myśleć o zniszczeniu systemu. Czyżby znowu
wallenrodyzm?
Jest w powieści ciekawe napięcie – co jest, a co nie jest
usprawiedliwione; jakiego rodzaju „wallenrodyzmy” w szeregach wroga są
dopuszczalne, na ile można manipulować opinią publiczną, jaka dawka politycznej
hipokryzji jest niezbędna. Trudno wyciągać z tej sensacyjnej powieści jakieś
daleko idące wnioski dotyczące etyki, niemniej narzuca się w niej wniosek, że
taki „terroryzm kontrolowany”, będący pretekstem do wypowiedzenia wojny,
generalnie jest jak najbardziej słuszny. Gdyby taki niewielki akt terroryzmu
się udał, gdyby ucierpieć miała jedynie niewielka grupa – w tym przypadku
mniejszości seksualne i etniczne (parada gejów i Żydzi jadący pociągiem) – to
właściwie… czemuż by nie? Problemem jest więc nie tyle nie spiskowanie w
szlachetnej sprawie, ale to, że spiski rzadko się udają i zazwyczaj wymykają
się twórcom z rąk. Pisze Wolski w dopisanym w 2015 roku wstępie pocieszająco o
obecnej fali uchodźców, że „niecierpliwość muzułmanów i otwarta inwazja
pozwalają liczyć na otrzeźwienie”. Może więc byłoby rzeczą słuszną i pożądaną,
gdyby ktoś w realu nam zmontował „kryzys emigracyjny”, Charlie Hebdo i
grudniowe zamachy w Paryżu? Mechanizm „kreowania wroga” jest słuszny, jeśli
wróg jest realny, a nikt nie chce przyjąć tego do wiadomości?
Ale i tak nie wszyscy są przekonani, że prawdziwi islamiści
stanowią realne niebezpieczeństwo – niektórych nie przekona i sto zamachów. Zamiast
mechanizmu „kreowania wroga” w rzeczywistości mamy raczej niedostrzeganie go,
banalizowanie zagrożenia w imię dogmatów tolerancji, walki z uprzedzeniami i
ksenofobią. Dla liberałów i lewicy większym wrogiem od islamu jest w końcu
prawica, co świetnie pokazał Houellebecq w „Uległości”. Konserwatyzm, Zachód,
chrześcijaństwo jest rzekomo większym zagrożeniem niż islam… I Kościół
Katolicki, który powinien być siłą duchową w zderzeniu cywilizacji.
4.
Paweł Lisicki w skądinąd świetnej książce „Dżihad i
samozagłada Zachodu” za obecny kryzys i rozzuchwalenie się islamistów obwinia
właśnie… Kościół Katolicki. W jego opinii jest on bardziej politycznie poprawny
niż „Gazeta Wyborcza”, już nie głosi Ewangelii, tylko „prowadzi dialog”, kolejni
papieże modlą się w meczetach i całują Koran. Lisicki nie oszczędza przy tym
gorzkich słów wobec Jana Pawła II. Papieże zamiast, jak w przeszłości,
„montować koalicje”, skupiają się na tolerancji wobec wszystkich religii
(czytaj: błędów) i nawoływaniu do pokoju. W przeciwieństwie do Lisickiego Wolski
nie jest bardziej papieski od papieży, zresztą szacunek do Jana Pawła II
widoczny jest niemal w każdej jego powieści (choć jestem ciekaw, co napisałby o
bardzo „dialogicznej” postawie papieża Franciszka, gdyby pisał powieść dzisiaj).
W „Eurodżihadzie” celem ataku jest zresztą Rzym, a data – 13 maja – jest
symboliczną zemstą na chrześcijaństwie. Kryzys Kościoła nie wynika z tego
powodu, że jest on autorytarny i miesza się do polityki tylko przeciwnie –
politykę sobie odpuścił, utracił przekonanie o własnej racji, stąd rozczarowani
ludzie szukają sacrum Bóg wie gdzie – czasem także… w islamie. Problem z islamem,
pisze Lisicki (a i pisał kiedyś Huberath), jest to, że Allach, nadto transcendentny,
wyklucza potrzebę badania praw rządzących światem – jest On aż tak wszechmocny,
że nie będzie więźniem nawet praw logicznych (2+2=5), co dopiero fizyki i
biologii. Status człowieka jako stworzonego „na obraz i podobieństwo Boga” jest
tam okrutną herezją. Żaden dialog, żaden dramat, żaden sens historii – w
islamie liczy się tylko posłuszeństwo wobec Najwyższego.
5.
Nie wiemy, jaka będzie przyszłość. Sam Houellebecq kiedyś
głosił na swoją modłę nadejście dekadenckich czasów technologicznej osobliwości
i transhumanizmu („Cząstki elementarne”), teraz okazało się, że islamska
inwazja jest póki co poważniejszym problemem niż egzystencjalne rozterki
postczłowieka. Jeszcze w „Możliwości wyspy” snuł fantazję, że fundamentalizm
islamski wyparuje w ciągu pokolenia, jeśli tylko muzułmanie rozsmakują się w
zachodnim dobrobycie. Na razie rację wydają się mieć „apokaliptycy”, według
których Zachód (cywilizacja euroatlantycka) się wali, a właściwie całe chrześcijaństwo,
nie tylko katolicyzm, przeżywa głęboki kryzys i rejteruje przed konkurencją.
Z drugiej strony – tyle imperiów silniejszych od Kościoła
przepadło w odmętach historii, a wszystkie futurologiczne, profetyczne gdybania
mają to do siebie, że z perspektywy czasu okazują się niewiele warte.
Marcin Wolski, Eurodżihad.
Poznań 2008/2015 (II wyd.).
piątek, 1 lipca 2016
Listopad 2015 - czerwiec 2016
"Czas Fantastyki" na razie w zawieszeniu, w ostatnich numerach można znaleźć mój tekst o "Dopóki nie zgasną gwiazdy" Piotra Patykiewicza (3/2015) i "Darwinowskich paradygmatach" Dominiki Oramus (4/2015). A w internecie -
- "Cienie moich czasów", Bronisław Wildstein;
- "Bez wyroku", Aleksander Majewski;
- "Pióra", Zbigniew Wojnarowski;
- "Królowie Dary", Ken Liu;
-"Cromwell Stone" Andreas (komiks)
Poza tym, w tym czasie przeczytałem m. in.
Benedykt XVI - Jezus z Nazaretu cz. 2
Philip K. Dick - Wbrew wskazówkom zegara
Michael Flynn - Eifelheim
Neil Gaiman - Drażliwe tematy
Joe Haldeman - Wieczna wojna
Stephen King - Dallas '63
Rafał Kosik - Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi
Kroki w nieznane 2009, 2010, 2011, 2012, 2014 (antologie)
Jak Kracik - Chrześcijaństwo kontra magia
Legendy polskie (antologia)
C. S. Lewis - O modlitwie. Listy do Malkolma
C. S. Lewis - Przebudzony umysł
Paweł Lisicki - Dżihad i samozagłada Zachodu
Jakub Małecki - Dygot
Paweł Matuszek - Kamienna ćma
Marek Miller - Papież i generał
Motywy religijne we współczesnej fantastyce (antologia)
Anthony Peake - Philip K. Dick
Christopher Priest - Rozłąka
Antonio Spadaro - Cyberteologia. Chrześcijaństwo w dobie internetu
Marcin Wolski - Eurodżihad
Rafał A. Ziemkiewicz - Życie seksualne lemingów
Incal; Final Incal, Castaka (komiks)
Najbardziej "moją" książką fantastyczną był "Eiffelheim" Flynna - choć w tym przypadku nie byłem zaskoczony. Większą niespodzianką była radocha z lektury pierwszego tomu "Felixa, Neta i Niki" Rafała Kosika - ani chybi dziecinnieję z wiekiem ;). Kolejne tomy czekają.
Większość tytułów jest co najmniej przyzwoita - staram się nie wybierać chłamu. "Dygot" Małeckiego, "Rozłąka" Priesta, "Papież i generał" Millera - tu satysfakcja czytelnicza sięgała chyba najwyżej, o dziwo bardziej niż przy "Kamiennej ćmie" Matuszka czy "Drażliwych tematach' Gaimana. Przy antologiach "Kroki w nieznane" i "Legendy polskie" też byłem mocno kontent. Aha, Paweł Lisicki wygrywa w kategorii "non fiction". Potem C. S. Lewis i, mimo wszystko, ks. Kracik.

- "Cienie moich czasów", Bronisław Wildstein;
- "Bez wyroku", Aleksander Majewski;
- "Pióra", Zbigniew Wojnarowski;
- "Królowie Dary", Ken Liu;
-"Cromwell Stone" Andreas (komiks)
Poza tym, w tym czasie przeczytałem m. in.
Benedykt XVI - Jezus z Nazaretu cz. 2
Philip K. Dick - Wbrew wskazówkom zegara
Michael Flynn - Eifelheim
Neil Gaiman - Drażliwe tematy
Joe Haldeman - Wieczna wojna
Stephen King - Dallas '63
Rafał Kosik - Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi
Kroki w nieznane 2009, 2010, 2011, 2012, 2014 (antologie)
Jak Kracik - Chrześcijaństwo kontra magia
Legendy polskie (antologia)
C. S. Lewis - O modlitwie. Listy do Malkolma
C. S. Lewis - Przebudzony umysł
Paweł Lisicki - Dżihad i samozagłada Zachodu
Jakub Małecki - Dygot
Paweł Matuszek - Kamienna ćma
Marek Miller - Papież i generał
Motywy religijne we współczesnej fantastyce (antologia)
Anthony Peake - Philip K. Dick
Christopher Priest - Rozłąka
Antonio Spadaro - Cyberteologia. Chrześcijaństwo w dobie internetu
Marcin Wolski - Eurodżihad
Rafał A. Ziemkiewicz - Życie seksualne lemingów
Incal; Final Incal, Castaka (komiks)
Najbardziej "moją" książką fantastyczną był "Eiffelheim" Flynna - choć w tym przypadku nie byłem zaskoczony. Większą niespodzianką była radocha z lektury pierwszego tomu "Felixa, Neta i Niki" Rafała Kosika - ani chybi dziecinnieję z wiekiem ;). Kolejne tomy czekają.
Większość tytułów jest co najmniej przyzwoita - staram się nie wybierać chłamu. "Dygot" Małeckiego, "Rozłąka" Priesta, "Papież i generał" Millera - tu satysfakcja czytelnicza sięgała chyba najwyżej, o dziwo bardziej niż przy "Kamiennej ćmie" Matuszka czy "Drażliwych tematach' Gaimana. Przy antologiach "Kroki w nieznane" i "Legendy polskie" też byłem mocno kontent. Aha, Paweł Lisicki wygrywa w kategorii "non fiction". Potem C. S. Lewis i, mimo wszystko, ks. Kracik.

Etykiety:
Andreas,
fantastyka polska,
fantastyka zagraniczna,
komiks,
literatura faktu,
Liu,
Majewski,
Oramus Dominika,
Patykiewicz,
polityka,
Wildstein,
Wojnarowski
wtorek, 3 listopada 2015
Lipiec - październik 2015
Mniej pisania ostatnio, ale co nieco i owszem.
Piotr Patykiewicz "Dopóki nie zgasną gwiazdy" - "Czas Fantastyki" 3/2015
Roger Scruton "Oblicze Boga"
Dinesh D'Souza "Wybaczyć Ameryce"
Krzysztof Kłopotowski "Geniusz Żydów na polski rozum"
Szczepan Twardoch "Wieloryby i ćmy"
Zadebiutowałem też na skrzydełku "Agendy 21" Glenna Becka i Harriet Parke....
Piotr Patykiewicz "Dopóki nie zgasną gwiazdy" - "Czas Fantastyki" 3/2015
Roger Scruton "Oblicze Boga"
Dinesh D'Souza "Wybaczyć Ameryce"
Krzysztof Kłopotowski "Geniusz Żydów na polski rozum"
Szczepan Twardoch "Wieloryby i ćmy"
Zadebiutowałem też na skrzydełku "Agendy 21" Glenna Becka i Harriet Parke....
piątek, 3 lipca 2015
Maj - Czerwiec 2015
Marcin Wolski "Dzień zapłaty"
Marcin Wolski "Striptiz Nadredaktora"
David Cronenberg "Skonsumowana"
"Wielkie oczy" (film)
"Czas Fantastyki" 1/2015 - recenzje:
"Biała Reduta T. 1" Tomasz Kołodziejczak
"Utopie" Konrad T. Lewandowski
"Drach" Szczepan Twardoch
sobota, 2 maja 2015
Kwiecień 2015
Cztery książeczki:
C. S. Lewis "Ostatnia noc świata"
Dariusz Domagalski "Osobliwość"
Wojciech Szyda "Sicco"
Andrzej Pilipiuk "Sowie zwierciadło"


C. S. Lewis "Ostatnia noc świata"
Dariusz Domagalski "Osobliwość"
Wojciech Szyda "Sicco"
Andrzej Pilipiuk "Sowie zwierciadło"


niedziela, 12 kwietnia 2015
Punk w konserwie – Fronda LUX 74
Tematem przewodnim siedemdziesiątego czwartego numeru
„Frondy Lux” jest anarchokonserwatyzm. Anarchiści i konserwatyści generalnie
żyją w obcych sobie światach, okazuje się jednak, że nie zawsze – czasem zachodzą
one na siebie i powstaje wówczas twórczy ferment.
Wstępniak Mateusza
Matyszkowicza sugeruje, że w dzisiaj „konserwatyści stają anarchistami” niejako
z konieczności, gdyż są znakiem sprzeciwu i np. nie chcą być „rozbawieni na
śmierć” przez przemysł rozrywkowy. Chesterton widział katolicką ortodoksję jako
„największą herezję” dla świata, czy zatem dziś konserwatyzm jest „największą
anarchią”? Bo burzy „neoliberalny ład” albo fałszywe poczucie bezpieczeństwa i
duchowego samozadowolenia?
Redaktor naczelny we wstępniaku sugeruje korektę kursu
kwartalnika z „popkulturowości” w stronę kultury wysokiej, popkulturę oddając
„Frondzie” Grzegorza Górnego. To kulturę wysoką konserwatyści ponoć zaniedbali,
skutkiem czego to lewica radośnie, marksistowsko i genderowo interpretuje klasyków
na swoją modłę. Zamiast popkultury znajdziemy w piśmie subkulturę – Krzysztof Karnkowski
wyczerpująco śledzi „konserwę” w polskim punku (i nie tylko) od czasów
Jarocina. Adam Sokół opowiada o punkach szukających Boga – czasem
pozainstytucjonalnie, czasem niezbyt ortodoksyjnie; zjawisko to nie jest tak
marginalne, jak można by sądzić. Krzysztof Wołodźko pisze o warszawskich
skłotersach zorientowanych prospołecznie, a Mateusz K. Dziób o religijnym
heavymetalowcu Maxie Cavalerze. Żeby czytelnik nie miał wrażenia, że
anarchokonserwatyzm to głównie zjawisko związane z subkulturami muzycznymi,
dostajemy wywiad Leszka Zaborowskiego z profesorem filozofii Piotrem Nowakiem,
wołającym o jakiś „bunt studentów” czy kadry uniwersyteckiej w imię konserwatywnych
i „uniwersyteckich” wartości (myślenie niezależne od dotacji, polityków i
technokratów). Na taki bunt według profesora nie ma teraz najmniejszych szans.
Czy wciąż „kulturą wysoką” czy już popkulturą są piosenki
Agnieszki Osieckiej, o których pisze – pozytywnie – Remigiusz Włast-Matuszak?
Albo „Teatrzyk Zielona Gęś” Gałczyńskiego, opisany – negatywnie – przez Żorża
Ponimirskiego? Mniej wątpliwości budzi poezja Wojciecha Kudyby (omówiona przez Adriana
Glenia) i Jana Polkowskiego (Jacek Podgórski), którzy udzielili też pismu
wywiadów.
Parę tekstów wygląda tak, jakby nie zmieściło się w
poprzednim, „apokaliptycznym” numerze – pasowałby tam dwugłos Marcina Darmasa i
Jakuba Dybka o „Drodze” Cormaca McCarthy’ego czy wyjątkowo długi tekst Janusza
Cyrana o tym, jak to naprawdę było z wąglikiem i wojną w Iraku. Okazuje się, że
wbrew teoriom spiskowym za wąglikiem nie stał ani zły amerykański rząd, ani
Arabowie, tylko pewien mikrobiolog – niejaki Bruce Edwards Ivins, który wysyłał
w świat koperty z wąglikiem. Zaalarmowane media rozpętały wąglikową histerię, a
politycy mieli wygodny pretekst do wywołania wojny w Iraku (działo się to w
latach 2001-2003). Scenariusz na film gotowy.
Ukierunkowani literacko z zainteresowaniem przeczytają tekst
Przemysława Dakowicza o ostatnich dniach Witkacego przed samobójstwem 18
września 1939 roku (atak bolszewików, czyli apokalipsa spełniona) albo o Lemie
jako konserwatyście (Łukasz Kucharczyk). Lem jako sojusznik „Frondy”… przewraca
się w grobie czy nie? Jeśli rozumieć konserwatyzm jako opór przeciw pewnym
tendencjom – zgoda, Lem pomstował na ogłupiający Internet czy popkulturę. „Powrót
z gwiazd” właściwie przyznaje rację dogmatowi grzechu pierworodnego i jest wbrew
mechanicznemu „korygowaniu” etyki człowieka. Daj Boże dziś, w dobie ateizmu wojującego,
takich ateistów-racjonalistów jak Lem…
Co jeszcze w numerze? Niezłą ciekawostką jest obraz Polaków
z pochodzącego z 1927 roku tekstu Rosjanina Nikołaja Trubieckoja – według niego
jesteśmy prowincją Zachodu i masochistycznie narkotyzujemy się katolicyzmem. Na
szczęście ta narzucona nam religia jest u nas powierzchowna i w głębi serca tęsknimy
za prawosławną ortodoksją i rosyjskimi rządami... Wojciech Jakóbik daje
właściwą alternatywę (nieurzeczywistniona Rzeczpospolita Trojga Narodów,
Solidarność, Euromajdan) i kontruje bagatelizujących dzisiaj zagrożenie ze
Wschodu, według których dzisiejsza polityka Rosji to konwulsje zdychającego
imperium. Jednak jest się czego obawiać, twierdzi.
Anarchizm anarchizmem, bunt buntem, ale toczenie „wojenek”
jest jednym z „siedmiu grzechów głównych polskiej prawicy” (artykuł Anny Stępniak
pod takim tytułem) – zaściankowej, nieufnej i zacofanej. Tekst ma szansę
wywołać lawinę krytyki – jak to, jesteśmy dziadowscy, pszenno-buraczani i
toczymy wojenki? Czy konserwatysta-prawicowiec może doceniać sztukę nowoczesną,
hołdować ekologii i fascynować się innymi kulturami? Pewnie, że może. Ale
priorytety ma jednak trochę inaczej poustawiane – inaczej nie byłby
konserwatystą.
Na deser dostajemy stały, okołofilmowy felieton Krzysztofa
Kłopotowskiego – znów smakowity, tym razem traktujący o Leni Riefenstahl,
nadczłowieku Nietzschego i nadludziach dzisiejszych, których wesprze
technologia przyszłości. Kłopotowski nie bagatelizuje możliwości odrodzenia się
faszyzmu, pisząc, że w dobie kryzysu i w perspektywie znalezienia się poza
grupą „nadludzi” (jeden procent ludzkości!) może odrodzić się jakiś jego odpowiednik.
„Chyba że chrześcijaństwo wyda z siebie nowe Objawienie”. Uczono mnie na lekcjach
religii, że to poprzednie jednak wystarczyło w zupełności…
Fronda Lux nr
74/2015.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















