środa, 2 listopada 2016
Lipiec-październik 2016
Książki:
Shirreff "2017. Wojna z Rosją"
Inglot "Polska 2.0"
Przybyłek "Orzeł Biały"
Saulski "Czarna kolonia"
Małecki "Ślady"
Chesterton "Drzewa pychy"
komiksy:
"Kajko i Kokosz. Obłęd Hegemona (Nowe przygody)"
"Hugo"
"Relax" (antologia jubileuszowa)
"Wieczna wojna" + "Wieczna wolność"
"Śmierć" (Gaiman)
seriale:
"Stranger Things", sezon 1
"American Horror Story", sezon 6 (po dwóch czy trzech odcinkach)
piątek, 15 lipca 2016
Proroctwo, daj Boże, fałszywe
1.
„Eurodżihad”, powieść Marcina Wolskiego powstała w 2007 roku
doczekała się po ośmiu latach wznowienia, zapewne na fali obecnego kryzysu
imigracyjnego. Okładkowa polecanka podkreśla profetyczność powieści – podobnie motywowano
wznowienie pod koniec 2015 roku cieszącego się szacunkiem celnego
futurologicznego strzału „Obozu Świętych” Jeana Raspaila. A „Uległość” Michela Houellebecqa,
political fiction, która chce być profetyczna wobec (mniej więcej) 2020 roku
jest dziś na ustach wszystkich, „wierzących” i „niewierzących” w islamskie
zagrożenie.
Naprawdę chciałbym, żeby konserwatywni kasandryści mylili
się. Żeby Jean Raspail, Lech Jęczmyk, Paweł Lisicki, Roger Scruton czy Oriana
Fallaci nie mieli racji i żeby zagrożenie islamizacją okazało się mocno na
wyrost. Póki co, wiek XXI zdaje się, rzeczywiście będzie wiekiem religii (jak
chciał André Malraux), tyle że niekoniecznie chrześcijańskiej… Chrześcijanie są
w głębokiej defensywie, za to islam rozwija się prężnie, w krajach islamskich
nie mają oni nawet procenta tych praw, jakie mają muzułmanie w Europie, nie
wspominając o prześladowaniach. Na korzyść islamu działa demografia i silna
wiara. Nawet jeśli zasadne są paralele pomiędzy czekającym nas „przejęciem
władzy” a rewolucją bolszewicką sprzed wieku, to bolszewicy nie byli tak liczni
ani tak chętni, by ginąć w samobójczych zamachach. Zatem, zanim czekają nas
świetlane lata transhumanizmu, nieśmiertelności i powszechnego dobrobytu
(tudzież mroki korporacyjnego cyberpunku), czeka nas rozprawa z wojującym
islamizmem.
2.
Wolski ma nieprzyzwoicie wręcz lekkie pióro, a przecież w
swych powieściach mierzy się z diabelnie ważnymi kwestiami. I tym razem fabuła
byłaby kawałkiem niezłego filmu sensacyjnego. Jak na porządny pop przystało,
„Eurodżihad” żywi się spiskiem i „spiskowymi teoriami dziejów”, które na
szczęście lub nieszczęście wymykają się swym twórcom z rąk. Oto prezydent
Francji Victor Mitrei (powieściowy odpowiednik Nicholasa Sarkozy’ego, którym to
autor jest – a przynajmniej był osiem lat temu – wyraźnie zafascynowany jako politycznym
„jastrzębiem” i „silnym przywódcą”), widząc zagrożenie islamizacją, wraz ze
swym totumfackim André Vatelem potajemnie kreuje organizację, która sama będzie
dokonywać „kontrolowanych aktów terroryzmu”, by nastawić społeczeństwo
antyislamsko i dać zielone światło radykalnym posunięciom odwetowym. Jednym
słowem po to, by z ospałych Europejczyków uczynić mentalnych krzyżowców… Lech
Jęczmyk uznałby taki scenariusz za wielce prawdopodobny też w realnej,
zakulisowej polityce – sam nie wykluczał, że za 9/11 stali Amerykanie, w identyczny
sposób kreując wroga, jak w przypadku „podbijania bębenka” w sytuacji zagrożenia
komunizmem i nazizmem.
Niestety, w powieści Wolskiego spisek nie do końca się udaje,
terroryści nie są tak sterowni jak oczekiwano i po kolejnych roszadach w
Eurodżihadzie do władzy dochodzą prawdziwy islamscy fanatycy, którzy nie mają
zamiaru się obcyndalać i zamierzają dokonać „mocnego uderzenia”, przy którym
zblednie nie tylko 9/11, ale Hiroszima i Nagasaki razem wzięte… Fanatycy owi
głusi są nawet na opinie, że ich zamach nastroi Zachód skrajnie
antyislamistycznie i sprowokuje odwet. Na szczęście inicjatywę przejmuje dzielny
polski hydraulik – zarazem były policjant – i choć chcący i niechcący robi
sobie tabuny wrogów i jest ścigany tak przez policję, jak dżihadystów, to próbuje
odszukać szefostwo Eurodżihadu. Przy okazji montuje grupę przyjaciół, w tym
obowiązkową przedstawicielkę płci pięknej.
3.
Wolski jako krytyk „rozpasanej Europy”, dekadenckiej i
rozwiązłej, jest jednak dość niewiarygodny, zważywszy, że ma „zdrowe” podejście
do seksu w swoich powieściach, gdzie „momenty” są niejako obowiązkowe. Ciekawe,
że w tej powieści wyraźnie rozgrzesza przynależność do PZPR, argumentując (i
on, i ś. p. Edmund Wnuk-Lipiński mają za sobą partyjny epizod), że tylko „od
wewnątrz” można było niejako myśleć o zniszczeniu systemu. Czyżby znowu
wallenrodyzm?
Jest w powieści ciekawe napięcie – co jest, a co nie jest
usprawiedliwione; jakiego rodzaju „wallenrodyzmy” w szeregach wroga są
dopuszczalne, na ile można manipulować opinią publiczną, jaka dawka politycznej
hipokryzji jest niezbędna. Trudno wyciągać z tej sensacyjnej powieści jakieś
daleko idące wnioski dotyczące etyki, niemniej narzuca się w niej wniosek, że
taki „terroryzm kontrolowany”, będący pretekstem do wypowiedzenia wojny,
generalnie jest jak najbardziej słuszny. Gdyby taki niewielki akt terroryzmu
się udał, gdyby ucierpieć miała jedynie niewielka grupa – w tym przypadku
mniejszości seksualne i etniczne (parada gejów i Żydzi jadący pociągiem) – to
właściwie… czemuż by nie? Problemem jest więc nie tyle nie spiskowanie w
szlachetnej sprawie, ale to, że spiski rzadko się udają i zazwyczaj wymykają
się twórcom z rąk. Pisze Wolski w dopisanym w 2015 roku wstępie pocieszająco o
obecnej fali uchodźców, że „niecierpliwość muzułmanów i otwarta inwazja
pozwalają liczyć na otrzeźwienie”. Może więc byłoby rzeczą słuszną i pożądaną,
gdyby ktoś w realu nam zmontował „kryzys emigracyjny”, Charlie Hebdo i
grudniowe zamachy w Paryżu? Mechanizm „kreowania wroga” jest słuszny, jeśli
wróg jest realny, a nikt nie chce przyjąć tego do wiadomości?
Ale i tak nie wszyscy są przekonani, że prawdziwi islamiści
stanowią realne niebezpieczeństwo – niektórych nie przekona i sto zamachów. Zamiast
mechanizmu „kreowania wroga” w rzeczywistości mamy raczej niedostrzeganie go,
banalizowanie zagrożenia w imię dogmatów tolerancji, walki z uprzedzeniami i
ksenofobią. Dla liberałów i lewicy większym wrogiem od islamu jest w końcu
prawica, co świetnie pokazał Houellebecq w „Uległości”. Konserwatyzm, Zachód,
chrześcijaństwo jest rzekomo większym zagrożeniem niż islam… I Kościół
Katolicki, który powinien być siłą duchową w zderzeniu cywilizacji.
4.
Paweł Lisicki w skądinąd świetnej książce „Dżihad i
samozagłada Zachodu” za obecny kryzys i rozzuchwalenie się islamistów obwinia
właśnie… Kościół Katolicki. W jego opinii jest on bardziej politycznie poprawny
niż „Gazeta Wyborcza”, już nie głosi Ewangelii, tylko „prowadzi dialog”, kolejni
papieże modlą się w meczetach i całują Koran. Lisicki nie oszczędza przy tym
gorzkich słów wobec Jana Pawła II. Papieże zamiast, jak w przeszłości,
„montować koalicje”, skupiają się na tolerancji wobec wszystkich religii
(czytaj: błędów) i nawoływaniu do pokoju. W przeciwieństwie do Lisickiego Wolski
nie jest bardziej papieski od papieży, zresztą szacunek do Jana Pawła II
widoczny jest niemal w każdej jego powieści (choć jestem ciekaw, co napisałby o
bardzo „dialogicznej” postawie papieża Franciszka, gdyby pisał powieść dzisiaj).
W „Eurodżihadzie” celem ataku jest zresztą Rzym, a data – 13 maja – jest
symboliczną zemstą na chrześcijaństwie. Kryzys Kościoła nie wynika z tego
powodu, że jest on autorytarny i miesza się do polityki tylko przeciwnie –
politykę sobie odpuścił, utracił przekonanie o własnej racji, stąd rozczarowani
ludzie szukają sacrum Bóg wie gdzie – czasem także… w islamie. Problem z islamem,
pisze Lisicki (a i pisał kiedyś Huberath), jest to, że Allach, nadto transcendentny,
wyklucza potrzebę badania praw rządzących światem – jest On aż tak wszechmocny,
że nie będzie więźniem nawet praw logicznych (2+2=5), co dopiero fizyki i
biologii. Status człowieka jako stworzonego „na obraz i podobieństwo Boga” jest
tam okrutną herezją. Żaden dialog, żaden dramat, żaden sens historii – w
islamie liczy się tylko posłuszeństwo wobec Najwyższego.
5.
Nie wiemy, jaka będzie przyszłość. Sam Houellebecq kiedyś
głosił na swoją modłę nadejście dekadenckich czasów technologicznej osobliwości
i transhumanizmu („Cząstki elementarne”), teraz okazało się, że islamska
inwazja jest póki co poważniejszym problemem niż egzystencjalne rozterki
postczłowieka. Jeszcze w „Możliwości wyspy” snuł fantazję, że fundamentalizm
islamski wyparuje w ciągu pokolenia, jeśli tylko muzułmanie rozsmakują się w
zachodnim dobrobycie. Na razie rację wydają się mieć „apokaliptycy”, według
których Zachód (cywilizacja euroatlantycka) się wali, a właściwie całe chrześcijaństwo,
nie tylko katolicyzm, przeżywa głęboki kryzys i rejteruje przed konkurencją.
Z drugiej strony – tyle imperiów silniejszych od Kościoła
przepadło w odmętach historii, a wszystkie futurologiczne, profetyczne gdybania
mają to do siebie, że z perspektywy czasu okazują się niewiele warte.
Marcin Wolski, Eurodżihad.
Poznań 2008/2015 (II wyd.).
piątek, 1 lipca 2016
Listopad 2015 - czerwiec 2016
"Czas Fantastyki" na razie w zawieszeniu, w ostatnich numerach można znaleźć mój tekst o "Dopóki nie zgasną gwiazdy" Piotra Patykiewicza (3/2015) i "Darwinowskich paradygmatach" Dominiki Oramus (4/2015). A w internecie -
- "Cienie moich czasów", Bronisław Wildstein;
- "Bez wyroku", Aleksander Majewski;
- "Pióra", Zbigniew Wojnarowski;
- "Królowie Dary", Ken Liu;
-"Cromwell Stone" Andreas (komiks)
Poza tym, w tym czasie przeczytałem m. in.
Benedykt XVI - Jezus z Nazaretu cz. 2
Philip K. Dick - Wbrew wskazówkom zegara
Michael Flynn - Eifelheim
Neil Gaiman - Drażliwe tematy
Joe Haldeman - Wieczna wojna
Stephen King - Dallas '63
Rafał Kosik - Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi
Kroki w nieznane 2009, 2010, 2011, 2012, 2014 (antologie)
Jak Kracik - Chrześcijaństwo kontra magia
Legendy polskie (antologia)
C. S. Lewis - O modlitwie. Listy do Malkolma
C. S. Lewis - Przebudzony umysł
Paweł Lisicki - Dżihad i samozagłada Zachodu
Jakub Małecki - Dygot
Paweł Matuszek - Kamienna ćma
Marek Miller - Papież i generał
Motywy religijne we współczesnej fantastyce (antologia)
Anthony Peake - Philip K. Dick
Christopher Priest - Rozłąka
Antonio Spadaro - Cyberteologia. Chrześcijaństwo w dobie internetu
Marcin Wolski - Eurodżihad
Rafał A. Ziemkiewicz - Życie seksualne lemingów
Incal; Final Incal, Castaka (komiks)
Najbardziej "moją" książką fantastyczną był "Eiffelheim" Flynna - choć w tym przypadku nie byłem zaskoczony. Większą niespodzianką była radocha z lektury pierwszego tomu "Felixa, Neta i Niki" Rafała Kosika - ani chybi dziecinnieję z wiekiem ;). Kolejne tomy czekają.
Większość tytułów jest co najmniej przyzwoita - staram się nie wybierać chłamu. "Dygot" Małeckiego, "Rozłąka" Priesta, "Papież i generał" Millera - tu satysfakcja czytelnicza sięgała chyba najwyżej, o dziwo bardziej niż przy "Kamiennej ćmie" Matuszka czy "Drażliwych tematach' Gaimana. Przy antologiach "Kroki w nieznane" i "Legendy polskie" też byłem mocno kontent. Aha, Paweł Lisicki wygrywa w kategorii "non fiction". Potem C. S. Lewis i, mimo wszystko, ks. Kracik.

- "Cienie moich czasów", Bronisław Wildstein;
- "Bez wyroku", Aleksander Majewski;
- "Pióra", Zbigniew Wojnarowski;
- "Królowie Dary", Ken Liu;
-"Cromwell Stone" Andreas (komiks)
Poza tym, w tym czasie przeczytałem m. in.
Benedykt XVI - Jezus z Nazaretu cz. 2
Philip K. Dick - Wbrew wskazówkom zegara
Michael Flynn - Eifelheim
Neil Gaiman - Drażliwe tematy
Joe Haldeman - Wieczna wojna
Stephen King - Dallas '63
Rafał Kosik - Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi
Kroki w nieznane 2009, 2010, 2011, 2012, 2014 (antologie)
Jak Kracik - Chrześcijaństwo kontra magia
Legendy polskie (antologia)
C. S. Lewis - O modlitwie. Listy do Malkolma
C. S. Lewis - Przebudzony umysł
Paweł Lisicki - Dżihad i samozagłada Zachodu
Jakub Małecki - Dygot
Paweł Matuszek - Kamienna ćma
Marek Miller - Papież i generał
Motywy religijne we współczesnej fantastyce (antologia)
Anthony Peake - Philip K. Dick
Christopher Priest - Rozłąka
Antonio Spadaro - Cyberteologia. Chrześcijaństwo w dobie internetu
Marcin Wolski - Eurodżihad
Rafał A. Ziemkiewicz - Życie seksualne lemingów
Incal; Final Incal, Castaka (komiks)
Najbardziej "moją" książką fantastyczną był "Eiffelheim" Flynna - choć w tym przypadku nie byłem zaskoczony. Większą niespodzianką była radocha z lektury pierwszego tomu "Felixa, Neta i Niki" Rafała Kosika - ani chybi dziecinnieję z wiekiem ;). Kolejne tomy czekają.
Większość tytułów jest co najmniej przyzwoita - staram się nie wybierać chłamu. "Dygot" Małeckiego, "Rozłąka" Priesta, "Papież i generał" Millera - tu satysfakcja czytelnicza sięgała chyba najwyżej, o dziwo bardziej niż przy "Kamiennej ćmie" Matuszka czy "Drażliwych tematach' Gaimana. Przy antologiach "Kroki w nieznane" i "Legendy polskie" też byłem mocno kontent. Aha, Paweł Lisicki wygrywa w kategorii "non fiction". Potem C. S. Lewis i, mimo wszystko, ks. Kracik.

Etykiety:
Andreas,
fantastyka polska,
fantastyka zagraniczna,
komiks,
literatura faktu,
Liu,
Majewski,
Oramus Dominika,
Patykiewicz,
polityka,
Wildstein,
Wojnarowski
Subskrybuj:
Posty (Atom)